Zadzwoń512-279-490

Moja historia

Jeśli cofnę się pamięcią do czasów, kiedy byłam zarówno dziewczynką jak i później – nastoletnią pannicą, to z pewnością mogę stwierdzić, że włosy miałam świetne. Gęste, bezproblemowe, trochę sztywne, proste.

18 – 19 lat

Przerzedzającą się czuprynę zauważyłam jednak już w trzeciej klasie liceum. Zrzucałam to na karb stresujących miesięcy około maturalnych. Niestety, na wakacjach pomiędzy liceum a I rokiem studiów, sytuacja wcale nie miała się lepiej, a wręcz przeciwnie. Koleżanki zmieniały fryzury, robiły ombre (wtedy już modne), pasemka, a mi pozostawało wierzyć, że moje włosy w końcu odrosną. Pech chciał, że było to niestety myślenie wyłącznie życzeniowe.

Z racji tak bardzo rzadkich włosów, zdecydowałam się na noszenie chusty.
Nigdzie jednak nie mogę znaleźć zdjęć z tego okresu. Z wiadomych względów unikałam aparatu. Rozpoczęłam również wędrówkę po lekarzach.

19 – 24 lata

Były to lata moich studiów. Nowe, duże miasto, nowi ludzie. Jednak podświadomie wiedziałam, że nie w stresie tkwił problem mojej łysiejącej głowy. Mieszkanie w stolicy Dolnego Śląska wiązało się dla mnie z nowymi możliwościami… wizyt lekarskich, z których często i ochoczo korzystałam. Jednak efektów jak nie było, tak nie było. Również nie jestem w stanie przypomnieć sobie czy byłam chociaż u jednego specjalisty, który zrozumiałby jak ważny jest to dla mnie problem i wykazał się potrzebną empatią.

Zostało wykluczone łysienie plackowate, ale diagnoza dalej była niejasna. Zdecydowałam się także na krótkie włosy. Zdjęcia poniżej są najłagodniejszą wersją, nie ma ujęć „z góry”, gdzie sytuacja była najgorsza.

25 lat – do teraz

Diagnoza została w końcu postawiona, w dużej mierze dzięki własnemu uporowi. Jeden z typów schorzenia na które cierpię będzie najpewniej towarzyszył mi do końca życia, ale przynajmniej wiem jak z nim walczyć. Szkoda mi jedynie lat, kiedy już mogłam podjąć prawidłowe, najnowocześniejsze leczenie i dzięki temu uzyskać jeszcze lepsze efekty. Nie sposób tutaj pominąć również aspektu psychologicznego i tego, że wcale nie musiałam stresować się widoczną skórą głowy, przerzedzeniami. Są obecnie dostępne genialne preparaty oraz bardziej zaawansowane technologicznie metody maskowania przerzedzeń.

Kwalifikacje do zawodu trychologa

W 2013 r. rozpoczęłam edukację w Institute of Trichologists w Londynie. Do tej decyzji dojrzewałam długo, jednak uświadomiłam sobie, że chciałabym rozwijać się wyłącznie w tej konkretnej dziedzinie. Start nauki w Insytucie poprzedzały lata zaznajamiania się badaniami naukowymi o łysieniu i najnowszych rozwiązaniach w tej dziedzinie, towarzyszących chorobach, produktach pielęgnacyjnych do włosów etc. Większość z nich testowałam na sobie. Z jednej strony żałuję, że spotkał mnie taki a nie inny problem, a z drugiej – obrałam ster na konkretne działania i pomoc kobietom i mężczyznom w podobnej sytuacji.

Institute of Trichologists ukończyłam w połowie 2016 r. zdobywając tytuł A.I.T.
W międzyczasie odbyłam praktyki w Spencer Clinic oraz Fulham Scalp Hair Clinic w Londynie.

Z kolei w Polsce kontynuowałam zgłębianie wiedzy, tym razem w kierunku tuszowania przerzedzeń i maskowaniu łysienia – dzięki temu będę mogła zaproponować Państwu odpowiednio dobrany system z włosów.

Z kolei kiedy w 2016 roku usłyszałam o zabiegu mikropigmentacji skóry głowy – od razu wiedziałam, że chcę przeszkolić się do wykonywania tej procedury. Interesowałam się tematem od dłuższego czasu, przeglądałam prace artystów i zapadła decyzja na kurs u świetnej klasy specjalistki w Polsce.
W najbliższej przyszłości mam zaplanowanych również kilka szkoleń poza granicami Polski aby poznać inne techniki pigmentacji.

Zadbaj o swoje włosy już dziś! 512-279-490
Skontaktuj się z nami